|
Menu strony
|
· · · · · · · · · · · · · · ·
|
|
|
Nadchodzące imprezy . . .
|
· · · · ·
|
|
|
Nowe na stronie
|
Wywiad · Relacja · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Relacja · Relacja · Bootlegs ·
|
|
|
Logowanie
|
| Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|
|
Kto jest na stronie
|
Aktualnie jest 17 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj |
|
|  |
|
Cryo - Hidden Aggression

01: Prelude - Waves of Sin
02: I Tune In
03: Weitergehen
04: Substance
05: Hit Me Once
06: Counting Down Again
07: Guantanamo Bay
08: Contract Killer
09: I Die Every Day
10: Forgotten
Format: CD Album
Label: Progress-Productions
Premiera: 24.02.2010
Music: electro/future-pop
Martin Rudefelt to kolejna „Zosia-samosia” na elektro scenie, reprezentując barwy Szwecji w drugim w karierze albumie „Hidden Aggression” udowadnia, że hucznie okrzyczany debiut z roku 2006 nie był dziełem przypadku.
Martin charakteryzuje nurt, który ja nazywam „inteligentne electro” a do którego zaliczam takie formacje jak Covenant, Seabound czy Edge of Dawn.
Nic nowego nie oznajmię, jeśli powiem, że najnowsza propozycja muzycznie bardzo blisko ulokowana jest obok wymienionych zespołów.
Jedno mnie tylko niepokoi, być może to jest zaleta tego albumu, że ciągnie on w dwie różne strony.
Jedna to wspomniana już stylistyka zawarta w w/w zespołach a druga future pop reprezentowany przez Solitary Experiments a w drugiej kolejności Angels Of Agony.
Efekt jest taki, że przez dwoistość stylistyczną mamy również różny charakter wartości poszczególnych utworów od dość słabych kompozycji „Hit Me Once” do genialnych „Forgotten”.
Martin to niezły spryciarz być może czuł pismo nosem i gdyby nagrał album stylistycznie zawierający jedynie takie kompozycje jak: „Waitergehen”, „Substance” czy też „I Die Every Day” choć ta ostatnia dużo bliższa jest In Strict Confidence niż wspomnianym grupom future popowym, to efekt finalny nie byłby równie interesujący, co w przypadku różnorodnego „Hiden Aggression”.
Tak mamy wypadkową różnych fascynacji muzycznych tego Szweda.
Od szybkich parkietowych numerów, ubranych w dynamiczny przesterowany lekko wokal, po dużo ciekawsze rzeczy w stylu Edge Of Dawn jak utwór „I Tune In” obrazujący sprawność w operowaniu gałkami i suwakami oraz umiejętność korzystania z programów komputerowych tworząc wielowarstwowość muzycznego tła.
Na szczęście ten album to nie tylko rzemiosło na wysokim poziomie, ale również przebłyski kunsztu.
Najpierw zniewala „Contract Killer”, sześć i pół minutowa filmowa opowieść zbudowana na leniwie snującej się pulsacji i zimnym przeszywającym monologu z wystrzałami w tle.
Tak niewiele a zarazem tak bogato dźwiękowo i aranżacyjnie.
Uwielbiam słuchać tego bardzo głośno, kiedy przychodzi nam odkrywać te wszystkie smaczki i ozdobniki.
Rzecz druga to rarytas na otarcie łez po wygłupach z C64 Mind In A Box.
Tak dokładnie, tym razem mamy prawie siedmiominutową kompozycję „Forgotten”, która pokazuje, że nie tylko MIAB potrafi tak fantastycznie opowiadać muzyką, budując niepowtarzalny elektroniczny pejzaż w dodatku Cryo ma mniej wycudowany wokal, co w tym przypadku jest ogromną zaletą.
Doprawdy świetna to rzecz a finał tego utworu, patetyczny i wzniosły nadaje tylko dodatkowego dramatyzmu.
W starciu z najlepszym utworem z płyty R.E.T.R.O właśnie MIAB, którym jest „Whatever Mattered” wynik Szwecja-Szwajcaria 1:0.
Martin to nie tylko człowiek orkiestra, ale również pies ogrodnika i obcych sił do albumu nie dopuścił nie licząc Torny Gottberg – klawisze pady w wersji live, zaciągając do śpiewania na jednym z utworów, siostrę, żonę (?) w każdym bądź razie kobietę o takim samym nazwisku imieniu Karin.
„Counting Down Again” bo o nim mowa to ciekawa sztuczka, zalatuje „20Hz” Covenanta aż miło, a dla zmyłki mamy wokal wspomnianej damy.
Zresztą, jeśli o innych bardziej utytułowanych Szwedach mowa (Covenant) to duch tego zespołu z wczesnych lat twórczości unosi się nad całością materiału, ale to nie wada a jak najbardziej zaleta.
Oprócz różnego rodzaju naleciałości czy inspiracji innymi zespołami, czasami tak jest jak człowiek siedzi w tym biznesie to zapożyczenia same się wciskają w procesie twórczym Martin przedstawia nam na albumie jak najbardziej swoje kompozytorskie oblicze.
Genialne jest przykładowo intro do tego albumu nazwane „Prelude-Waves Of Sin” polecam posłuchać na dobrym sprzęcie, nie jakieś tam wynalazki z kompa.
Absolutnie fantastyczna elektronika rozrzucona rozkosznie po kanałach z wplecionym tradycyjnym pianinem i te bassowe linie, bosko jest.
Martin ze swoim „Hidden Aggression” idealnie wpasował się w czas, kiedy oczekiwanie na nowy album Covenanta rozciągnął się jak prezerwatywa ze Stomilu nie wliczając w to tupania nogami w oczekiwaniu na nowy album Edge Of Dawn.
Rewolucji z tego nie będzie, ale w dziedzinie samotnych electro wilków zdecydowanie plasuje się w przodzie stada.
Kontynuacja dobrych electro tradycji ze Skandynawii trwa, i to bardzo pozytywny objaw.
Dobrej muzyki nigdy nie za wiele.
Dodane: March 31st 2010 Recenzent: enjoy Ocena:      Link: Oficjalna strona grupy Odsłon: 529 Język: polish
[ Powrót do indeksu recenzji | Komentarz końcowy ] |
|
Cryo - Hidden Aggression Wysłany przez ClaudiaMassakre dnia 2010-04-01 01:13:00 Mój wynik:   
ciekawe co autor ma na myśli pisząc dobry sprzęt do odsłuchu che che .... jako wredny audiofil z chęcią wysłucham czym się jara prywatnie Pan Redaktor i z jakich klocków zbudowany jest jego panel w domu...jakby wiedział i znał się trochę na rzeczy to miałby świadomośc tego że są ludzie na tej ziemi którzy mają takie rzeczy do kompa podłączone że te jego zapewne marne komercyjne sprzęty dostępne w saturnach media marktach i innych euro rtvałach moga co najwyżej wzbudzić uśmiech i politowanie ewentualnie zawrócić w głowie pacanom z Koziej Wólki lub osobom dla których do dzisiaj szczytem hi-fi jest jbl i technics :) |
|
|