|
Menu strony
|
· · · · · · · · · · · · · · ·
|
|
|
Nadchodzące imprezy . . .
|
· · · · ·
|
|
|
Nowe na stronie
|
Wywiad · Relacja · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Relacja · Relacja · Bootlegs ·
|
|
|
Logowanie
|
| Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|
|
Kto jest na stronie
|
Aktualnie jest 11 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj |
|
|  |
|
Mind.In.A.Box - R.E.T.R.O

01. Last Ninja 3
02. Lightforce
03. The Last V8
04. Supremacy
05. Shades
06. 8 Bits
07. Mindkiller
08. The Last Ninja
09. I Love 64
10. We Cannot Go Back to the Past
11. Whatever Mattered
Format: CD Album
Label: Dependent
Premiera: 26.02.2010
Music: electro-pop
No i narobili panowie bałaganu tym wydawnictwem.
Długo wahali się czy w ogóle wydać to pod szyldem MIAB, o czym opowiadali w jednym z wywiadów aż w końcu postawili wszystko na jedną kartę, szkoda tylko, że okazała się ona „Czarnym Piotrkiem”.
A zapowiadało się wszystko genialnie, „Run For Your Life” z poprzedniej płyty „Crossroads” nazwane „Mostem do następnego albumu” narobiło apetytu i dawało nadzieję, że kolejna odsłona talentu tego duetu wypełni nas radością z możliwości obcowania z tak ekscytującą muzyką.
Tymczasem Markus Hadwiger i Stefan Poiss postanowili złożyć hołd Commodore C64 i cofnąć się w rozwoju dosłownie i w przenośni do roku 1980.
Jeśli coś robisz dobrze, rób to nadal nie kombinuj, bo do twórczości Vangelisa, J.M.Jarre czy Kitaro to temu duetowi jest bardzo daleko.
Rozumiem, że panowie chcieli pobawić się zabawkami, wrócić do pięknych młodzieńczych lat, ale wydawać zaraz album z takimi popierdółkami pod szyldem MIAB to gruba przesada.
Cenię i szanuje Stephana Grotha z Apoptygmy Berzerk, który miał swego czasu podobne zboczenie tworząc album „808 bit”, a cenię go za to, że wydał to, jako poboczny projekt Fairlight Children nie upychając swoich młodzieńczych tęsknot pod skrzydła APB.
Markus i Stefan poszli nie tą droga, którą należało podążać.
Album jest nudny, jednostajny i szczerze mówiąc takich wariacji w temacie C64 sprawny technicznie muzyk może produkować na kilogramy w trasie pomiędzy jednym koncertem a drugim traktując, jako ćwiczenie w obsłudze kolejnego programu komputerowego do tworzenia muzyki.
Naprawdę niewiele jest na tym albumie jaśniejszych momentów, bez wątpienia do takich należy „Supremacy” po części pompatyczne i nadęte „Last Ninja 3” czy singlowe „8 Bits”ale wszystko to nieco ferowane na siłę i tak w zasadzie końcówka płyty daje nadzieję, że przyszły album, który podobno gotowy jest w 70% wróci zespół na właściwy tor.
„We Cannot Go Back To The Past” od połowy jest tym, co tygrysy lubią najbardziej w tym zespole.
Jest przestrzennie, intymnie, wciągająco, fantastyczne wprowadzenie do „Whateveyr Mattered” które genialne jest w kontekście tego albumu, ale w zderzeniu z kompozycjami z wcześniejszych albumów już takim arcydziełem nie jest.
Na tle poprzedzających go dziesięciu kompozycji to mistrzostwo świata, chwila wytchnienia i wiary w talent tej dwójki po plumkaniu, i tych wszystkich umcy umcy rodem z Commodore.
Kompletnym zaś nieporozumieniem jest dokładanie wokalu z taka czy inną ilością przesteru do tych kompozycji, czego dowodem jest „The Last V8” kompletnie się tutaj nic nie klei.
Jeśli już to te kosmiczne dźwięki należałoby zostawić same sobie, niech sobie gra muzyczka niczym tło do gier komputerowych wywodzących się z tamtego okresu.
Takie dorabianie ideologii do tego wydawnictwa również jest ogólnonarodową ściemą.
Za chwile będziemy mieli hołd złożony przez którąś z niemieckich kapel ku czci trabanta czy innego wartburga, następne na tapecie będą dźwięki modemu łączącego się z Internetem a jakiś Polski elektro band zafascynuje się dźwiękami wbijanego naboju do syfonu.
Pobawili się chłopcy i należało albo zostawić to na stronie do odsłuchu jak to pierwotnie miało wyglądać, jako ciekawostkę i zabrać się za poważną muzykę, na którą wszyscy sympatycy tego duetu czekają.
Tymczasem „Retro” to faktycznie pachnący naftalina produkt, o którym szybko należy zapomnieć, bo nowy album szykowany jest jeszcze w tym roku.
Aby nie było, nie mam nic przeciwko takiej formule muzycznej, ale akurat niekoniecznie w wydaniu tego zespołu. Być może gdyby to był debiut, pewno bym się zachwycał z dużym wskazaniem na ostatnie kompozycje na albumie.
Tak się złożyło, że z racji wieku lata osiemdziesiąte nie są mi obce, ale jakoś wolę zdecydowanie Quake i muzykę, którą stworzył Trent Reznor niż Bomb Jack i Pacmana, oraz wizje Mind In A Box na ten temat.
Album bez rewelacji i jedno z rozczarowań 2010.
Czekam z utęsknieniem na nowy album, który podobno tak jak zapowiadają muzycy ma nawiązywać do „Dreamweb”, w kontekście tego zespołu, niczego bardziej nie pragnę.
Dodane: March 24th 2010 Recenzent: enjoy Ocena:   Link: oficjalna strona grupy Odsłon: 583 Język: polish
[ Powrót do indeksu recenzji | Komentarz końcowy ] |
|
|