|
Menu strony
|
· · · · · · · · · · · · · · ·
|
|
|
Nadchodzące imprezy . . .
|
· · · · ·
|
|
|
Nowe na stronie
|
Wywiad · Relacja · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Bootlegs · Relacja · Relacja · Bootlegs ·
|
|
|
Logowanie
|
| Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|
|
Kto jest na stronie
|
Aktualnie jest 10 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj |
|
|  |
|
Unheilig - Diary of Dreams - ZEROMANCER

koncert: Unheilig
suport: ZEROMANCER
gość specjalny: Diary Of Dreams
data: 3 kwietnia 2010
miejsce: Berlin C-Halle (Niemcy)
Dziwne to uczucie, kiedy człowiek jedzie na koncert z założeniem, że przed występem gwiazdy wieczoru opuści to miejsce, ale niestety tak czasami w życiu bywa, że to, co doceniamy i szanujemy nie zawsze w równym stopniu uznawane jest przez innych.
Nie było innej opcji zobaczenia ich, a chodzi oczywiście, o ZEROMANCER, to dla nich i 40 minutowego show wybrałem się w świąteczną sobotę do stolicy Niemiec.
Bilety na ten koncert wyprzedane były od dawna, ale dzięki uprzejmości dobrych ludzi (dzięki Attack) udało mi się być tam gdzie chciałem.
Zeromancer zawitał do Berlina w ramach promocji nowej płyty i trasy „The Death Of Romance Tour 2010”.
Dodatkowym bodźcem zachęcającym do wizyty w świąteczną sobotę było to, że koncert odbywał się w „dużej” Columbii a co za tym idzie nagłośnienie, które tam funkcjonuje daje sporo radości.
Niestety nie w przypadku supportu, który podobnie jak gość specjalny akustycznie jechał na pół gwizdka.
Szkoda, bo jak wyskoczył Unheilig i dosłownie grzmotnęło z głośników mięsistym basem żal robiło się, dlaczego tak się nie działo w przypadku występu Norwegów.
Niestety, to odwieczny wątpliwy przywilej supportu być tak potraktowanym, co wcale nie obeszło gościa specjalnego tego wieczoru, który również wrzucony został do jednej akustycznej szuflady, co Zeromancer.
Być może Unheilig obawiał się, że wymienione zespoły ukradną mu w ten sposób show, i byłoby w tym sporo racji, bo muzycznie przytoczone formacje dzieli przepaść.
Zeromancer świadomy roli, jaką przypadło mu grać podczas tego wspólnego tourne cichutko zameldował się na scenie, i jedynie intro 2.6.25 oznajmiało, że za chwilę zacznie się coś godnego uwagi.
Zaczęli odważnie i bezkompromisowo od kończącego ostatnią płytę utworu „V”.
I powiem od razu, są w wyśmienitej formie koncertowej, widać głód grania i przemożną chęć wyrwania od fanów paru chwil dla siebie, poprzez zachęcanie ich do czynnego udziału w koncercie (wspólne klaskanie, skandowanie).
„Clone Your Lover” to już klasyka, doskonale znany utwór bardzo dobrze przyjęty, po czym kolejny „Doppelgänger I Love You” z poprzedniego albumu, który równie gorąco zaakceptowany przez tych, którzy wiedzieli, po co tego wieczoru przyszli na ten koncert.
Dlaczego taka dygresja, ano dlatego że deutsche electro disco, które wykonuje Unheilig przyciągnęła do Columbia Halle różnej maści fanów muzycznych z przypadku.
Nie chciałbym wyrażać się o takiej publice niepochlebnie, ale mało wyszukana forma muzyczna naszpikowana tandetną scenografią (monstrualne świeczniki, dziób statku z kotwicami) powodowała, że otwartość muzyczna zarówno na Zeromancer, jak Diary Of Dreams była taka a nie inna.
Przy czym kapela Adriana dodatkowe punkty zyskała za niemiecki wokal.
„The Hate Alphabet” to druga propozycja z nowego albumu tego wieczoru.
Fenomenalnie wykonana, wzbogacona dodatkowo o elementy perkusyjne, którymi zajął się klawiszowiec zespołu.
Alex był w swoim żywiole, a wielkość sceny pozwalała poszaleć, choć moim zdaniem i tak nieco się powstrzymywał i ani razu nie korzystał z wybiegu scenicznego.
Być może nie chciał urazić gwiazdy wieczoru.
„Need You Like A Drug” potwierdziło jedynie, że Norwegowie są mistrzami zadziornych numerów, a Kim Ljung oprócz rzecz jasna gry na basie znakomicie wypełnia role drugiego frontmana zespołu.
Spodziewałem się usłyszeć tego wieczoru cover Depeche Mode „Photographic”, niestety nie udało się, ale wybaczam im, bo w zamian poszło „Ammonite”.
Mój „Song The Best” tej grupy znów mnie emocjonalnie wypatroszył a na scenie pojawił się nie jeden a dwa werbelki, które masakrowali do spółki Lorry i Kim.
„It Sounds Like Love…” wypadło nieco słabiej, bo tym razem zabrakło chemii w relacjach wykonawca-publiczność, ale kończący „Doctor Online” znów ożywił atmosferę.
Niedosyt jak cholera, frustracja niczym przedwczesny wytrysk przed pierwszym stosunkiem, bo jak się tutaj muzycznie nakarmić tymi 40 minutami zespołu, dla którego własne szaty rozedrzeć można.
Są w wybornej formie i na fali wznoszącej ostatniego albumu, pracowity rok dla nich się jawi, wiele koncertów w tym jeden w Polsce.
Życie niestety raz jeszcze pokazało swoje brutalne oblicze i rzuciło mnie bez skrupułów na kolana spuszczając czarną zasłonę żałoby, eliminując z udziału w tym koncercie.
Relację tą dedykuję mojej najwierniejszej czytelniczce, która w tych dniach tragicznie odeszła…
Mamo…to dla Ciebie, mam nadzieję, że w niebie też mają Internet…
Dodane: April 26th 2010 Recenzent: enjoy Wynik:      Odsłon: 394 Język: polish
[ Powrót do indeksu recenzji | Komentarz końcowy ] |
|
Unheilig - Diary of Dreams - ZEROMANCER Wysłany przez enjoy dnia 2010-05-04 04:21:59 Mój wynik:     
Koncert w Polsce został ostatecznie odwołany
|
|
|